W grudniu 2015 roku czterech uczniów naszej szkoły pojechało na zorganizowany w Polsce obóz dla dzieci polonijnych. Oto wspomnienia Zosi Cyranowicz.

 

Najlepsze wrażenia, jakie pozostawiła  moja   wycieczka   do Polski, sa nie miejsca, ktore zwiedziliśmy, a byly bardzo piekne i  ciekawe, tylko nasza grupa.

Od razu kiedy spotkaliśmy sie w Sydney, wiedzialam, ze bedzie niesamowita podroz. Pani Elzbieta Cesarska  odebrała mnie z krajowego lotniska i zawiozła na międzynarodowe. Od samego poczatku, Pani Cesarska bardzo o nas dbała, jeszcze nas nie znała, ale troszczyla sie o nas jak nasza mama. Poczulam, ze jestem w dobrych rękach.

Jak dołączylismy do wszystkich i poznaliśmy się, natychmiast zawiązaliśmy przyjaźń. Stanęłam koło dziewczyny, która miala na imie Klaudia, wiedzialam że ona będzie moją kolezanką. Jak zaczęłyśmy rozmawiać, to okazało się, że siedzimy obok siebie w samolocie. Następne 21 godzin lotu spędziłyśmy na rozmowie  i przysypianiu podpierając sie jedna o drugą.  Jak dojechaliśmy do Pultuska zauważylam, że wszyscy znalezli podobną przyjaźń,taką jak ta , którą nawiazałam z Klaudią.  Pierwsze dwa dni wycieczki spędzilismy na bliższym poznaniu się. Zwiedziliśmy Kuźnię Kurpiowską, gdzie wyrabialiśmy garnuszki i  przebieraliśmy sie w staropolskie stroje szlacheckie. Byla to okazja żeby lepiej poznać chlopaków, bo musieliśmy stac z jednym z nich na zdjęciu!

Kolejna wycieczka to była wyprawa do Torunia. Nasze długie podróże autokarem zbliżyły nas do siebie jeszcze  bardziej. Toruń  jest  pięknym miastem, pierniki byly wysmienite, ale  tylko bylo bardzo zimno. Zawsze będę mieć piekne wspomnienia z Torunia. Mieliśmy przewodnika, który oprowadził nas po starej części miasta i opowiadał nam ciekawostki. Doszliśmy do skrzyżowania, gdzie stal złoty osiołek. Nasz przewodnik, przebrany za Krzyżaka, wytłumaczyl nam, że to był starodawny sposób na karanie niezdyscyplinowanych żołnierzy. Moja koleżanka z Brisbane, Olivia, uparła się, że musi usiaść na tym osiołku. I zrobiła to mimo protestów nauczycieli. Byla to świetna okazja, aby zrobic fajne zdjęcie. Kiedy zaszliśmy na toruński rynek, przywitał nas bardzo śmieszny widok. Pomnik Mikołaja Kopernika miał nowy dodatek, ktos zarzucil mu czapke Mikołaja! Opuszczając rynek, widzieliśmy wóz straży pożarnej jadący w stronę pomnika. Straż przyjechała specjalnie żeby  zdjać Mikołajowi Kopernikowi czapkę.

Po powrocie do Pułtuska , zostaliśmy oprowadzeni dookola Zamku, w ktorym mieszkaliśmy i dookola świata. Po tej małej wycieczce i po trzech dniach błagania, Pani Elżbieta zgodziła się zabrać nas  do sklepu spożywczego. Wszyscy się tak ucieszyliśmy, tak mieliśmy ochotę na polskie cukierki! Ubraliśmy sie znowu migiem, włożylismy pieniądze do kieszeni i wyruszyliśmy. Byliśmy tak szczęśliwi, że Pani Elżbieta zgodziła się, że biegaliśmy, bawiliśmy i rozmawialiśmy trochę glośno. Pani się tylko śmiała i prosiła nas żebyśmy nie zachowywali sie jak chuligani.  W tym momencie czuliśmy sie wolni i byliśmy soba. I właśnie na tej drodze do Stokrotki  staliśmy się rodziną.

Nasza kolejna wycieczka byla do Warszawy. Uwielbiam Warszawę. Za każdym razem jak ją odwiedzam, nie przestaje mnie zachwycać. Najpierw zwiedziliśmy Zamek Królewski. Zamek był przepiękny.Każda  kolejna komnata byla bogatsza od  poprzedniej. Bylam zachwycona. Trochę mnie zasmuciło, że nie wszystko  bylo oryginalne, lecz nasza pani przewodnik pokazała kilka części sufitu albo malowideł, które były prawdziwe, zabrane przed wojną  i  spowrotem wstawione gdzie nalezy.

Następnie była wyprawa do Zakopange przez 3 dni. Spakowaliśmy się i wystartowaliśmy w 10 godzinną podróż autokarem. Sluchaliśmy muzyki, śpiewaliśmy, obejrzeliśmy film, rozmawialiśmy, graliśmy w gry i spaliśmy. Jakoś nam czas zleciał i było przyjemnie. Na drugi dzien pojechaliśmy na Gubalówkę.  Weszliśmy do kolejki i  zaczęliśmy jechać w gorę. Jak zbliżaliśmy się do szczytu ,to bylo widać śnieg. Wszyscy byli podekscytowani. Widząc to, nauczycielki powiedziały nam zebyśmy nie biegli, ale jak drzwi się otworzyły, to “Australia” wypadla z kolejki  i prosto w śnieg. Od razu zaczęliśmy rzucać snieżkami. Wszyscy się cieszyliśmy. Nawet nauczycielki dołączyły  do zabawy. Ponieważ nie chcialam zamoczyć rękawiczek, to używałam gołych rąk. Po jakimś czasie tak mnie ręce bolały i  były cale czerwone, ale nie przestałam dopóki nie czułam końcówek palców.  Widok z Gubalówki był przepiekny. Było widać całe miasto,a  także  gory  naprzeciwko nas, które były potężne i pokryte śniegiem. Pochodziliśmy trochę, chyba przez pięć minut nawet śnieg padał, z Olivia zatańczyłyśmy “Górala” na żywo i poszliśmy wypić gorącą herbatę, aby nie zmarznąć.

Następnego dnia poszliśmy na szlak przez Dolinę Kościeliską. Cała ścieżka była oblodzona i było kilka wypadków, ale staraliśmy siebie utrzymywać nawzajem trzymając się za ręce. Krajobraz był jak w bajce. Duże drzewa, wielkie skały, potoki płynące obok sciezki, a nawet były konie ciagnące powózki. Szliśmy bardzo długo, aż doszliśmy do granicy Polski i Słowacji. Na skali byla namalowana malutka flaga słowacka i dla mnie to było bardzo pomyśleć, że jednym krokiem byłabym w innym kraju, bo mieszkając w Australii otoczonej oceanem trzeba samolotem poleciec do najbliższego kraju. W dolinie bardzo mi się  podobało. Byłam zachwycona ciszą,  potegą gór i  całym zimowym krajobrazem. Kiedy nasz przewodnik powiedział że zawracamy, nawet po trzech kilometrach chodzenia, nie chciałam jeszcze wracać, chciałam isć dalej, nie byłam jeszcze zmęczona, czułam że żyję.

Mieliśmy też zaszczyt zwiedzić Gimnazjum nr 1 w Pultusku. Przyjęli nas bardzo ciepło i postarali się nam pokazać, jak szkoła w Polsce naprawdę wygląda. Zostaliśmy  oprowadzeni po szkole i  opowiedziano  nam o jej historii. Jedna klasa przyszła i zrobiła nam prezentację o rożnych regionach Polski, gdzie są położone, jakie zwyczaje tam mają, interesujące fakty i jakie potrawy są tam tradycyjne, które też nam przygotowali abyśmy mogli spróbowac. Czułam sie jak królowa, kiedy podawali mi najróżniejsze dania. Poznałam tam  dużo fajnych ludzi.

Ostatni dzień, dla mnie, był dziwnie ponury. Wiekszość czasu nie czułam się najlepiej, było pochmurnie i  myślę że  po prostu wszyscy stęskniliśmy się za domem. Ostatnia wycieczka była do Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, dawnej  rezydencji Krasińskich. Nasza pani przewodnik oprowadziła nas po najmniejszym palacu w Europie i po otaczających go ogrodach, opowiadając o życiu Krasińskiego. Powiedziała, że w tym miejscu Krasiński pokochał  swoja pierwszą miłość i tutaj napisał wiekszość swoich dzieł . Pani również mówiła, że w lecie dużo par przyjeżdża  aby spędzić ze sobą czas, bo jest tam bardzo pięknie i romantycznie. Ponieważ  byliśmy w zimie, wydawało się jakby wszystko  czekało. Atmosfera byla nostalgiczna , ale również pełna nadziei. To miejsce jakby pamietało poprzednie lata i te pary, które się tu zakochały.  Ale też czułam jakby czekało na następne lato, żeby nowe pary przyjechały i się zakochały.

Ta wycieczka zostawiła mi tyle wrażeń. Zwiedziliśmy tyle pięknych miejsc. Ale to, co pozostawiło   największe wrażenie, to nasza grupa. W całym swoim życiu nie czułam sie bardziej zżyta z grupą ludzi w tak krótkim czasie. Podczas tych dwóch tygodni, drzwi od naszych pokoi  nie zamykały się. Wpadaliśmy do siebie nawzajem po porady albo  na pogaduszki. Wiem, że przez całe swoje życie nie zapomnę tego uczucia, kocham każdego z tej wycieczki i  im dziekuję, specjalnie Pani Elżbiecie Cesarskiej, która nas trzymała razem.

Patrząc  wstecz, uświadomiłam sobie, że ta podróż  nie była dla mnie okazją żeby poznać Polskę, tylko żeby odnaleźć tę polskość w sobie. Myślę, że dlatego byliśmy tak blisko jako grupa, bo odnaleźliśmy tę polskość  w sobie i  zdaliśmy sobie sprawę, ze żyjemy tą polskością tu w Australii, w każdą sobotę  w Szkole Polskiej.